Wracasz wciąż do moich snów
bez zbędnych gestów, ceregieli
bez specjalnie układanych mów
po to by zawstydzić, onieśmielić...
Czasem jak dziś tylko patrzysz
wbijasz się we mnie spojrzeniem
czyniąc rany, których nie opatrzysz
potem znikasz, jak każde złudzenie
Czasem jesteś bardziej nachalny
zbliżasz się, nadgarstki krępujesz
a ja płonę jak gaz łatwopalny
dobrze wiem co wtedy czujesz
Wciąż pamiętam wzrok ten głodny
odarty ze wszystkich swych ról
tak upojny choć tak chłodny
łagodzący ten rozrywający ból
I przeszywa mnie dziś strach
że tej nocy przyjdziesz znów
i jak co dzień cała we łzach
ocknę się jak ze wszystkich snów.
By me, lipiec 2013
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz