Znam taki smutek na który nie ma rady
Nawet sam Bóg nie może go zabrać
A mam go w sobie bezdenne pokłady
Kołysze się serce w tym smutku jak wrak.
Moje ciało to jedna wielka maska
Sztorm wewnątrz mnie okrywa spokojem
Nie istnieje coś takiego jak Boża łaska
To cierpienie od początku do końca moje.
Chciałabym by ktoś potrafił je zrozumieć
Wyjąć je z siebie by stało się widzialne
Być może las mógłby o nim szumieć
Ale ludzkie słowa są zbyt trywialne.
Czasem przenika przez moją skórę
I emanuje na świat niesłyszalny krzyk
Przytłaczają mnie wtedy marzenia ponure
By odejść nagle tak jak zrobiłeś to Ty.
M. Z., kwiecień 2019.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz