tamtego dnia przy drzewie
odeszłam i ja,
umarłam
nie metaforycznie
nie z rozpaczy
nie w gniewie
część podzielnej duszy
nie ja fizycznie
oddelegowałam kawałek siebie
żebyś się nie bał
umarłam
metafizycznie
lecz prawdziwie
i nieodwracalnie
by nie stracić Ciebie
chwyciłam za rękę
kategorycznie
odeszłam ja, którą lubiłeś
wariatka płacząca
ze śmiechu
idiotycznie
z której żarty stroiłeś
było nam łatwiej
raźniej
mniej dramatycznie
tamta ja lubiła życie
gdy mogła je dzielić
umarłam
by żyć inaczej
szczęśliwie
w bezustannym zachwycie
ból tylko przypomina,
że postąpiłam właściwie.
M.Z, luty 2019.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz