niedziela, 17 lutego 2019

Metempsychoza

Najpierw było spadanie z wysoka
Chmury naprawdę były jak z puchu
Łza szczęścia wydostała się kątem oka
Nie otworzyłam skrzydeł, nie bałam się duchów.


Uderzenia nie czułam, nie zostałam w ciele
Nagle czas się skończył, nastała błogość
Okrył mnie spokój, błękit, róż i zieleń
Odeszło zmęczenie i człowiecza wrogość.


Nareszcie przypomniałam sobie odpowiedzi
O czym mówi sfinks, jak powstały piramidy
Czy z dalekich planet ktoś nas kiedyś odwiedził
Czy dusze świat odwiedzają czy to tylko zwidy


Znów wiedziałam co skrywa ludzkie DNA
I co potrafi mózg w świadomych głowach
Odkryłam znów prawdę o naszych snach
Oraz kłamstwa ukryte w pięknych słowach


A teraz znów pytam będąc w ludzkim ciele
I tęsknię za domem, o którym myśl wzrusza
W tej iluzji muszę trwać jak jeszcze wiele?
Czy może znów uciec spętana ma dusza?



M. Z., luty 2019

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Jestem ćmą. Żyję w ciemnościach. Światła wiecznie pragnąc odbijam się od ścian. - by me, 2015