W szaleńczym pędzie, co dzień wyścigi
Biegną w nich ludzie i zwykłe ludziska
Prześcigam ich sprawy i podłe intrygi.
I chcę być z przodu by nareszcie zwolnić
Z myślą, że to co za mną mnie nie dotyczy
Tymczasem wciąż nie mogę się uwolnić
Nie mogę odpocząć, nie mogę wyciszyć.
By z Tobą pomówić nie znajduję chwili
By zamknąć oczy, spróbować Cię poczuć
Ci podli ludzie mój spokój zniszczyli
Nie umiem w tym tłumie dostrzec Twych oczu.
Wieczorami zaciskam powieki najmocniej
By w tej ciemności zobaczyć Ciebie
Wspomnienia przychodzą, boli nieznośnie
Czy przetrwam to dziś znów? Nie wiem.
Potem zasypiam, budzę się, znów biegnę
Biegnę najszybciej by paść ze zmęczenia
I padać co dzień przez to życie gniewne
By upływał czas do naszego zobaczenia.
M. Z., grudzień 2018.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz