Tęskniąc coraz bardziej, bez końca
Staję się dziwna, słyszę te myśli
Nie wiedzą jak to jest żyć bez słońca
Nie potrafią mojego świata wymyślić
I wiesz każą mi się z tym źle czuć
Jakby coś ze mną było strasznie nie tak
Zaczynam udawać uśmiechy i knuć
Udawać, że nie jest mi już tak Ciebie brak
Nie dobrze mi od tego, to chory świat
Nie ma tolerancji dla łez i cierpienia
Świat hołubionych zysków, zadeptanych strat
Materialny, przyziemny do obrzydzenia
Bezpieczne Niebo runęło mi na głowę
Oni każą się otrzepać i iść do przodu
Ich ignorancja odejmuję mi mowę
Zmrażają mnie ich wielkie serca z lodu.
Spotykamy się niemal każdej nocy
Dziś tańczyliśmy tacy roześmiani
Rankiem aż mnie rozrywa z tej niemocy
A oni... żyją, pędzą jak obłąkani.
Jestem coraz bardziej samotna, wiesz?
Z moją tęsknotą i pamięcią o Tobie
Komu o tym powiedzieć, wypłakać się gdzie?
Jeśli nie tu, przy Twoim najdroższym grobie.
M.Z., listopad 2018.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz