Smutek znów zaprosił mnie na rozmowę
Na okrągłym stoliku zgrabna filiżanka
Nad stygnącą kawą pochylam głowę
Sierpniowe niebo zapowiada wschód poranka
Milczę choć tyle jest do omówienia
Marznę, wiedząc, że czekają ciepłe dłonie
Ćmy przyleciały z misją znieczulenia
Trzymam je z dala, przyjmuję ból pokornie
Obserwuję jak oplata moje trzewia
I zaczyna się rozmowa półszeptem
Intymnie. Nikt nie ośmieliłby się przerwać
Spokój okrywa duszę smaganą deszczem
Padają słowa. O stracie, tęsknocie i żalu.
Wybrzmiewają by być zrozumiane.
Za chwilę kawę dopiję pomału
Z uśmiechem witając kolejny poranek.
M. Z, sierpień 2021
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz