Przed huraganem, powodzią, gradobiciem
Zabezpieczamy się, chronimy życie
Przed wojną i zarazą zbroimy się
Robimy zapasy, czekamy w ukryciu
Przezornie i ja otoczyłam się murem
By nie wdarła się najgorsza z plag
Jej dotyk miał parzyć moją skórę
A i tak łzę wytrącała łza
Jej szept miał rozlegać się dzwonem
W świątyni ciszy, którą budowałam
Złowróżbnym miał brzęczeć tonem
Rujnując spokój, którego potrzebowałam
W swojej niezgrabności miała niszczyć
słoń w składzie porcelanowych emocji
Potem tryumfować pośród ich zgliszczy
"Boże chroń!" Prosiłam pełna troski.
Bóg inne miał wobec mnie zamiary
Zburzył mury i moją świątynię
Miłość zesłał jak najświętsze dary
Życiodajną jak krew co w żyłach płynie.
Nie przyszła by niszczyć, myliłam się
Przyszła by tworzyć wszystko od podstaw
Łagodna i dobra, jak w najlepszym śnie
Jak powiew wiatru gdy nadchodzi wiosna.
M. Z., kwiecień 2021
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz