niedziela, 7 lutego 2021

Kondukt

Na czele kroczyła śmierć

Dźwigając głaz cierpienia

Złożyła go na moich rękach 

Piach łez oślepił mnie


Za nią szła tęsknota 

Szepcząc w kółko "do widzenia"

("do widzenia, do widzenia...)

Jej oczy krzyknęły,

że nie cierpię daremnie


Samotność nastawiona bojowo

Śpieszyła z kijem

Złapała mnie za fraki

I wciągnęła w korowód


Strach idąc za nami 

Mocno chwycił mnie za szyję

I popędzał napastliwie

 A cuchnął jak szambowóz


Rozczarowanie dalej

W bezpiecznej odległości

Śmiało się ze mnie

Tak głośno, że dudniło w mojej duszy


Świadomość sunęła milcząca 

Pełna dobra i miłości

Mój głaz uczyniła lekcją

Po czym powolutku się rozkruszył 


Moje oczy wyzdrowiały 

I stanęłam wreszcie z boku

Opuściłam sępi kondukt 

Który jakby nie miał końca 


Strach z rozpaczą się przeganiał

Wreszcie minął w piątym roku

Mogę ruszyć teraz dalej

Wprost do nieba, wprost do słońca.


M. Z., luty 2021

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Jestem ćmą. Żyję w ciemnościach. Światła wiecznie pragnąc odbijam się od ścian. - by me, 2015