Bezdomna w cielesnym płaszczu
Wędrowałam wśród obcej mi rasy
Nie znając języka, prócz mowy płaczu
Wciąż pod górę wiodły mnie trasy
Wspinałam się w drogach pod prąd
Oddalając się od zgiełku świata
By być bliżej gwiazd i oby dalej stąd
Od miejsc gdzie strach, cierpienie i strata
Dziś schodzę z najwyższej z gór
Zdobyłam ten szczyt w samotności
Wnikając w swój najgłębszy ból
Wracam do świata pełna miłości
Chcę znaleźć swój dom wśród Was
Trzymając czyjąś ciepłą dłoń
Pokochać chcę płynący obok czas
Zaprzestaję walk i składam broń
Staję ze szczęściem twarzą w twarz
Prowadzić mnie bedzie Ariadny nić
Akceptuję ten przyciasny płaszcz
Otwieram ramiona gotowa by żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz