Szare chmury uparcie zasłaniają słońce
Wiatr zamilkł zakrzykując ciszą śpiew ptaków
Drzewa pogodziły się z letniej zieleni końcem
Łąki zasnęły usłane truchłem maków
Czekamy na deszcz wpatrzeni w nicość
By uwolnić potoki łez skrywane misternie
Parasolami zasłonimy beznadziei lico
Palta otulą ciała okaleczone cierniem
Z wdzięcznością powitamy ponurą jesień
Wyczerpało nas uśmiechanie mimo bólu
Pantomima radości, chwile drobnych uniesień
Oszukały nas strojąc w sukienki z tiulu
Znów będziemy sobą smutni do głębi
Samotni, niekochani, dotknięci zarazą krzywd
Z sercami drżącymi jak serca gołębi
Zawstydzeni brzydotą własnych blizn
Pragnący czułości, drugiego człowieka
W kałużach znajdziemy własne odbicia
Stać tak będziemy, bo nikt nie czeka
Z prawdziwą tkliwością swych dusz dotykać
A gdy nadejdą grzmoty, błyskawice
Będziemy krzyczeć ile w płucach mocy
Potem zmęczeni prawdziwym życiem
Zasypiać będziemy w ramionach nocy.
M.Z., sierpień 2020.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz