Jesień przyszła bezszelestnie, milcząca
Rozsypała kasztany, rozwiała wiatrem liście
Smutną twarz skierowała w stronę słońca
Zapłakała w bezsile, zapłakała dżdżyście
Smutną twarz skierowała w stronę słońca
Zapłakała w bezsile, zapłakała dżdżyście
Poczęstowała mnie gorącą czekoladą
Rozpaliła w piecu, otuliła ciepłym kocem
Na mojej położyła swoją dłoń bladą
Zrozumiały się nasze dusze sieroce
Rozpaliła w piecu, otuliła ciepłym kocem
Na mojej położyła swoją dłoń bladą
Zrozumiały się nasze dusze sieroce
Uśmiechała się na widok moich wspomnień
Które przeglądała patrząc w moje serce
A w nich Twój śmiech gdy mówisz do mnie
I wyryte w nich śnieżnobiałe wieńce
Które przeglądała patrząc w moje serce
A w nich Twój śmiech gdy mówisz do mnie
I wyryte w nich śnieżnobiałe wieńce
M.Z., wrzesień 2019
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz