To drzewo nie rosło na Twojej drodze
Nic poważnego Wam się nie stało
Połamaliście ręce, po jednej nodze
Wróciłeś do domu jak reszta cało
Jak to przed wiosną - z siłką zaczynamy
Odpalasz rapy lub oczy zielone
Trochę ćwiczymy, trochę śpiewamy
Wracają chwile moje ulubione
Albo z kijami znów wychodzimy
Uzbrojeni w odblaski, dobre humory
Najwięcej gadaniem się wymęczymy
A Ty jak zwykle będziesz potem chory
I do lekarza, zwolnienie ze szkoły
Tak jakoś wyszło, nie Twoja wina
Już widzę uśmiech przekorny, wesoły
Wszystko znów się przypomina
W tej alternatywnej rzeczywistości
Nie odkładamy niczego na potem
Nie szczędzimy słów pełnych miłości
Wyjaśniamy najmniejszą głupotę
By potem tak strasznie nie żałować
Że się nosiło złość aż do śmierci
Że za rzadko mówiło się "kocham"
Nim przyszły słowa kondolencji.
By me, luty 2017
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz